Recenzja: Twarze Afryki

 Jeśli Afryka jest kolebką ludzkości, to z pewnością w dużym stopniu jest też kolebką modyfikacji ciała – afrykańskie plemiona od wieków praktykowały skaryfikację, body piercing i tatuaże nie tylko dla celów czysto estetycznych, ale też, lub może przede wszystkim, dla celów rytualnych, tworząc w ten sposób skomplikowany język znaków i symboli. Pomimo upływu czasu i narastającego wpływu cywilizacji zachodniej na życie mieszkańców Afryki, ich zwyczaje są wciąż jescze żywe, co pokazuje zbiór zdjęć ‘Twarze Afryki’ Carol Beckwith i Angeli Fisher.

 

Ich książka jest konceptualną antologią, której zadaniem jest nie tylko pokazać fotograficzny dorobek autorek, ale też rytm życia wielu afrykańskich plemion z tempem wyznaczanym wciąż jeszcze przez cykl natury i stare zwyczaje. Na pierwszych zdjęciach widoczne są niemowlęta wraz z matkami cieszącymi się macierzyństwem, ale też każdym momentem spędzonym ze swoim nowonarodoznym dzieckiem – w świece, gdzie śmiertelność niemowląt jest wciąż wysoka, ważna jest każda chwila. Niemowlęta ustępują miejsca starszym dzieciom naśladującym zachowanie dorosłych, nastolatkom tuż przed obrzezaniem (które nam wydaje się barbarzyńskie, a dla nich jest kolejnym krokiem w dorosłość), dojrzałym mężczyznom i kobietom w trakcie codziennej pracy i wreszcie starcom, których pozycja społeczna jest wciąż jeszcze równoznaczna z poważaniem i szacunkiem dla zgromadzonych przez lata wiedzy i doświadczeń.

 

Zdjęcia są wspaniale zrobione, pełne dynamizmu i życia. Smukli Masajowie są tu tuż obok wystrojonych mężczyzn Wodaabe i okrytych aż po oczy Tuaregów. ‘Twarze Afryki’ to, oczywiście, głównie portrety, ale są to portrety nie tylko ludzi, ale też wielki, złożony z wielu mniejszych, portret kontynentu, który od zawsze pobudzał wyobraźnię Europejczyków.

 

Moim głównym powodem nabycia tej książki była nadzieja, że będzie ona zawierać zdjęcia modyfikacji ciała i nie rozczarowałam się, ponieważ nawet jeśli nie był to główny cel autorek zdjęć, to jednak nie można fotografować członków afrykańskich plemion i pominąć ich kultury, a więc takze sposobów w jakie zdobią swoje ciała i oznaczaja kolejne etapy swojego życia. Jest tu kilka świetnych ujęć kobiet z plemienia Surma, których rozciągnięta dolna warga tylko dodaje im piękna i godności, zdjęcia Masajów, na których widać ich ‘zmodyfikowane’ uszy, ‘tatuaże’ z henny i przykłady malowania ciała. Przede wszystkim jednak, widać tu jak niesamowicie piękni są mieszkańcy Afryki i jak różnorodne jest to piękno – dwumetrowi mężczyźni z plemienia Dinka tuz obok kobiet Oromo czy kruchych a jednak silnych kobiet Himba.

 

Zdjęcia same opowiadają swoje historie, ale autorki dodały też swój własny komentarz, rzucając więcej światła na geografię, zaludnienie i współczesne życie i zagrożenia obecne w Afryce. Nie wszystkie komentarze są udane – te krótkie sprawdzają się zawsze, te nieco dłuższe, mające służyć jako wprowadzenie do poszczególnych rozdziałów, czasami brzmią nieco patetycznie. Zawsze jednak widać wyraźnie jak bardzo obie autorki są zafascynowane Afryką.

 

‘Twarze Afryki’ pokazują jak wiele kultur jest żywych i wciąż jeszcze obecnych w Afryce, ale pokazuja też jak względne jest pojęcie piękna i jak to, co naturalne i autentyczne piękne jest zawsze.

 

Carol Beckwith, Angela Fisher, Faces of Africa. Thirty Years of Photography, National Geographic 2009

  « wstecz