Tatuaż patentem na popularność?

Miniony tydzień upłynął pod hasłem ‘dress code.’ Zaczęło się od lokalnej afery w stanie UT, gdzie nauczyciel angielskiego odmówił zasłaniania tatuaży w pracy, potem pojawiła się kolejna afera w CA, gdzie matka pewnej uczennicy stanowczo domagała się równego traktowania uczniów i nauczycieli w kwestii wyglądu i noszenia biżuterii, a skończyło się małym polskim akcentem: komisja lekarska zdecydowała, że strzelec wyborowy nie nadaje się do służby w misji zagranicznej z powodu licznych tatuaży.

Jak to się ma do stwierdzenia w tytule tego amerykanskiego artykułu, że dzięki TV i celebrytom tatuaże tracą negatywne skojarzenia? Nijak i widocznie showbiznes rządzi się swoimi prawami, a zwykły śmiertelnik nie może pozwolić sobie na nadmiar autoekspresji. Nie przeszkadza to jednak ani dziennikarzom ani pisarzom eksploatować tatuaży. Tu kilka przykładów z USA: lokalna gazeta z CT zaczęła prowadzić cykl ‘Tat Tales,’ w którym czytelnicy opowiadają historie swoich tatuaży (co pewnie podniesie poczytność gazety!), autorka ‘Tattoo Shop Mystery’ otwarcie przyznaje, że zaczęła pisać swój cykl powieści ponieważ wydawcy stwierdzili, że temat może być popularny wśród czytelników (skoro jest popularny wśród telewidzów), a artyści tatuażu otwarcie przyznają, że dzięki TV mają więcej klientów (cytowany już artykuł z CA); i pomińmy tu milczeniem fakt, że dzięki TV widzowie mają wykrzywiony obraz studia tatuażu i możliwości tatuatorów – „rękaw” w 1 godzinę? Amy James to potrafi, prawda?).

 

Na szczęście, można też o tatuażach pisać w ciekawszym kontekście! Tu trochę historii o pewnym francuskim policjancie, który zaczął używać tatuaży jako sposobu na identyfikację przestępców i tatuaże jako źródło super mocy w Tajlandii.

 

Odrobina ‘luzu’ na koniec: ‘5 niewiarygodnie głupich tatuaży,’ tatuaże z motywem ‘fast food’ oraz kilka z Harrym Potterem.

  « wstecz