O modyfikacji ciała dobrze i źle z kilku stron świata

 Tym razem polski accent na początek - artykul o plakacie promującym rok Chopinowski i zachęta na spojrzenie na Chopina w nieco nowocześniejszy sposób. Zresztą, może Chopin był kimś w rodzaju XIX-wiecznej gwiazdy rocka? Z pewnością żył dość szybko, umarł całkiem młodo i gorszył opinię publiczną.

Inny polski akcent to artykuł  z Newsweeka na temat tatuaży więziennych w dawnej Polsce.

 

Wyspy Brytyjskie są teraz bliskie sercu wielu Polaków, więc poczytajcie o tym, jak wielu młodych Brytyjczyków podobno żałuje, że zrobiło sobie tatuaże i o tym, jak tatuaże na kobiecie to skandal i totalna ohyda.

 

Osobiście wolę nieco inne spojrzenie na tatuaże i to, co będzie się działo wkrótce w Holandii i to w jednym z miejscowych muzeów w dodatku –kilku ochotników, jeden obraz i sesja tatuowania w muzeum (po niemiecku dla tych, którzy nie lubią niderlandzkiego!).  Podobna akcja w Londynie, gdzie wystawa ‘Skin’ kończy się pokazem tatuowania na żywo.

 

Rosnąca popularność studiów tatuażu w dość interesującym i nietypowym kontekście: tatuatorzy z AZ całkiem słusznie zauważają, że im więcej studiów dookoła, tym większe ryzyko, że nie spełniają one ogólnie przyjętych w branży standardów.

 

Coś z Japonii, gdzie miejscowy aktor dubbingowy został aresztowany za opublikowanie swoich zdjęć ze skończonymi tatuażami w internecie. Ważne, aby wziąć tu pod uwagę kontekst kulturowy, choć sporo hipokryzji też jest tu obecne.

 

Zwykle to Niemcy uwielbiają pisać o tym, co można znaleźć w barwnikach używanych do tatuaowania; tym razem robią to Anglicy i Amerykanie.

 

Body piercing i przekłucia w okolicach jamy ustnej z perspektywy amerykańskich dentystów i body piercera.

 

Wreszcie, małe ostrzeżenie dla nas wszystkich – im więcej masz modyfikacji, tym łatwiej cię zidentyfikować, co widać na tym tzw. ‘mug shot’ z OK.

  « wstecz