Opowieści niekoniecznie z krypty: nowa książka o tatuażach
Niezależnie od tego jak zmęczeni i zniesmaczeni rosnącą popularnością (i spłyceniem) subkultury tatuażu możemy być, jednym z pozytywnych efektów ubocznych tego zjawiska jest rosnąca liczba książek na temat tatuaży.
Ponieważ zawsze jestem ciekawa tego, co dzieje się za kulisami i ponieważ za każdym razem, gdy jestem w studiu tatuażu zastanawiam się jakie ono naprawde jest, jacy klienci je odwiedzają, jakie tatuaże ludzie chcą mieć i jak codzienne życie studia naprawdę wygląda, wiedziałam, że przeczytam ‘Tattoo Machine: Tall Tales, True Stories and My Life in Ink’ z przynajmniej umiarkowanym zainteresowaniem.
Książka nie jest zbyt gruba, zaledwie 249 stron, ale pełna interesujących historii, anekdot i rad od kogoś, kto spędził większość swojego życia w różnych studiach i ma sporo do powiedzenia na ten temat.
Subkultura tatuażu jest mocno osadzona w przeszłości i autor, Jeff Johnson, udanie przemycił kilka aluzji do historii tatuażu w USA, pokrótce opisując ewolucję, jaką przeszedł współczesny tatuaż w XXw. oraz ludzi, którzy mieli swój udział w zmianach zachodzących w branży (m.in. Bert Grimm). Johnson zrobił to na tyle dobrze, że nigdy nie ma się wrażenia, że chwali się swoimi koneksjami.
W dzisiejszych czasach często wydaje się, że trzeba mieć wielkie ego i zero wrażliwości, aby odnieść sukces, więc dobrze jest przeczytać, że tatuatorzy mogą być kimś więcej niż sztucznie nadmuchanymi gwiazdami TV, które starają się uchodzić za wspaniałych artystów i lwy salonowe jednocześnie. Johnson mówi bez ogródek, że aby odnieść sukces w tej branży trzeba ciężko pracować, poświęcać wiele godzin na udoskonalanie własnych umiejętności i że i tak zawsze znajdzie się ktoś o niebo lepszy. Pokora i pracowitość to nie wstyd, więc wielkie dzięki za zdrowe podejście!
Tytuł sugeruje, że to zbiór historii i opowieści i rzeczywiście stanowią one większą część książki. Johnson opowiada o interesujących wydarzeniach ze swojego zawodowego ( a czasami takze prywatnego) życia i robi to z pasją i humorem prawdziwego gawędziarza; sam zreszta przyznaje, że ‘lubi opowieści; lubi je opowiadać i lubi ich słuchać.’ Strona po stronie Johnson opisuje ludzi, z którymi pracował, dziwacznych a czasami tragicznych klientów i rzuca sporo światła na życie studia, które wygląda zupełnie inaczej niż na ekranie telewizora.
Jego książka to jednak nie tylko opowieści i anekdoty, więc można tu znaleźć także kilka rad dla klientów studia na temat oczekiwań tatuatora wobec klientów (czystość, uprzejmość etc.) i jak nie wypaść źle podczas sesji. Są tu też i refleksje autora na temat obecnego stanu branży.
Jedyną wadą tej książki jest nierówny styl pisania. Wydaje się, że Johnson nie mógł się zdecydować, czy chce pisać swoje dziełko soczystym, żywym, codziennym językiem, w którym aż roi się od slangowych wyrażeń, czy też może bardzo literackim, chwilami nawet bombastycznym, językiem (‘ciepły, różowy łuk żywego płótna’? ‘okruchy bezimiennego srebra nanoszonego i zmywanego siłą odpływu’?) Autor jest jednak prawdziwym, twardo stąpającym po ziemi facetem, który z niejednego pieca jadł chleb, więc na ogół trzyma się szorstkiego, potoczystego języka meżczyzn, którzy muszą być twardzi, aby panować nad swoim zyciem i interesami.
Małe ostrzezenie dla tych, którzy oczekują, że książka o tatuażach musi być bogato ilustrowana i kolorowa – nie tym razem. Układ książki jest bardzo prosty i czarno-biały. Główny nacisk jest tu położony na to, co dzieje się w studiu i, z jakiegoś nieznanego nam powodu, autor i wydawcy nie uznali za stosowne dodanie zdjęć. Nie ujmuje to w niczym wartości książki, choć czasami łapałam się na tym, że chciałabym zobaczyć jak wyglądał pierwszy tatuaż Johnsona albo ‘back piece,’ który właśnie opisywał. Zawartość książki jest jednak na tyle dobra, że wystarczy uruchomić własną wyobraźnię, aby czas spędzony na tej lekturze nie był stracony.
Jeff Johnson, Tattoo Machine: Tall Tales, True Stories and My Life in Ink, Spiegel&Grau 2009;
« wstecz







