Recenzja: The Missing Ink

Studia tatuażu zwykle nie pojawiają się w powieściach, a jeśli nawet, to zwykle na marginesie i po to tylko, aby wprowadzić jakieś ‘szemrane’ postaci o złych zamiarach, więc byłam ciekawa świeżo wydanej powieści ‘The Missing Ink’, opatrzonej obiecującym podtytułem ‘tajemnica studia tatuażu.’

 Główna bochaterka powieści, Brett Kavanaugh jest tatuatorką i właścicielką renomowanego studia ‘Painted Lady’ w Las Vegas. Wraz ze swoimi pracownikami, otyłym Joelem, drobną Bitsy i narcystycznym Ace, pracuje raczej nad oryginalnymi tatuażami zamiast kopiowac oklepane wzory i szczyci się przestrzeganiem praw i zasad. Gdy pewna bogata dziewczyna nie zjawia się na sesji tatuażu, Brett i reszta postanawiają dowiedzieć się, co stoi za jej zniknięciem choć wydaje się, że sa bardziej ciekawi niż rzeczywiscie zatroskani losem zaginionej.

 Cała historia nie jest najgorzej napisana i oferuje może niezbyt wymagającą, ale za to całkiem przyjemną, lekką lekturę. Jeśli jednak ambicją autorki było napisanie książki o artystach tatuażu i ich specyficznym światku, to sporo jej brakuje.

 Współczesna subkultura modyfikacji ciała to coś więcej niż tylko tatuaże i archaiczne typy body piercingu, a jednak autorka ‘The Missing Ink’ opisuje jedynie tatuaże (niektore historie wydają się zresztą żywcem wzięte z ‘Miami Ink’) i przestarzałe już dzisiaj przekłucia uszu (jedynie kolczyki Brett są tu opisane – ‘wiele kółeczek w płatkach uszu’, które dziś są zdecydowanie mało oryginalne). Jeśli powieść dzieje się w Las Vegas, jednym z największych i najbardziej interesujących miejsc nie tylko w USA, ale też na świecie, można by oczekiwać wzmianek o bardziej oryginalnych i ekstremalnych modyfikacjach! Nie ma tu nic o rozciąganiu uszu, żadnej wzmianki o takich przekłuciach uszu jak industrial, tragus czy conch, że nie wspomnę nawet skaryfikacji, implantów czy rozdwojonych języków. Gdyby naprawdę ktoś odwiedził studio ‘Painted Lady’ i zobaczył niewiele interesujących modyfikacji na samych artystach, szybko mógłby zmienić zdanie na temat zrobienia tatuażu w tym właśnie studiu.

 Kiedy Olson próbuje pokazywać tatuaże z nieco głębszj, uduchowionej perspektywy, w jej powieści zaczyna pobrzmiewac nuta fałszu i zbędny patos. Zdanie ‘wielu ludzi, którzy przyszli do studia miało do opowiedzenia swoją własną historię, bardzo osobistą historię’ jest oczywiście prawdziwe, ale od czasu, gdy Ami James publicznie zaczął twierdzić, że jego klienci stają się częścią legendy jego studia, osobiste znaczenie tatuaży zostało rozdęte do monstrualnych rozmiarów i, gdy używane głównie, aby poprawić oglądalność i lepiej się sprzedać, straciło na wartości.

Autorka twierdziła w wywiadach, że próbowała pisać swoją powieść wbrew starym, negatywnym stereotypom o tatuażach i udało jej się to. Nie zmienia to jednak faktu, że Olson nie zna tej subkultury, a jej jedynym źródłem informacji na ten temat wydają się być programy typu ‘Miami Ink,’ gdzie wszystko jest bardzo uładzone i poprawne. Olson wymienia książke ‘Bodies of Subversion’ jako cenne źródło informacji, ale kiedy nawiązuje do niej w swojej powieści znowu robi to bardzo niezręcznie i na granicy zbędnego patosu.

 Są tu liczne powtórzenia (telefon Brett zawsze ‘ryczy głosem Springsteena’, a ona sama zbyt często używa zwrotu ‘jasne’), a tatuaże prawie cały czas określane są jako ‘dziary’ – najwidoczniej Olson nie wie, że dla ogromnej większości ludzi naprawdę zainteresowanych kulturą tatuażu ‘dziara’ to niewłaściwe (a nawet obraźliwe) określenie.

Jak już stwierdziłam wyżej, ‘Missing Ink’ jest szybką, w miarę przyjemną lekturą, ale pokazuje też jasno, że autorka nie zgłębiła tematu wystarczająco głęboko. Programy telewizyjne i okazyjne zerknięcie na tatuaże w kolorowych czasopismach nie dają pełnego obrazu tej subkultury i Olson powinna bardziej się postarać, aby najpierw zobaczyć, a potem spróbować opisać ludzi i ich tatuaże (nawet jeśli są oni tylko pretekstem do napisania cukierkowego kryminału). Miejmy nadzieję, że następna część cyklu, zaplanowana na kwiecień 2010, pokaże świat tatuażu i modyfikacji ciała w ogóle z lepszej, dokładniejszej perspektywy, a postaci, które już znamy będą w stanie nas przekonać, że naprawdę interesują się tatuażami (a nie dziarami), tak swoimi jak i swoich potencjalnych klientów.


Karen E. Olson, The Missing Ink. A Tattoo Shop Mystery, Signet 2009;

 

 

 

 

 

 

 

  « wstecz