Recenzja: ‘Tatuatorka’ Jill Ciment

 ‘Tatuatorka’ Jill Ciment to z pozoru prosta książka w nierzucającej się w oczy okładce; z pozoru ponieważ - wbrew pierwszemu wrazeniu - jest to powieść, która może być postrzegana jako głęboka i płytka jednocześnie, interesująca i banalna, wyjątkowa i całkiem zwyczajna. To powieść złożona, która może być interpretowana na wiele sposobów, w zależności od tego, kto ją czyta.

 
Cztery części ksiazki, Miasto Trumien, Gan Eden, Dzieło i Wystawiona na Pokaz, pokazują główną bohaterkę ,Sarę Ehrenreich, na przestrzeni lat i czterech głównych etapów jej życia, które razem tworzą proces kreowania, a później stawania się dziełem sztuki.
 
Motyw kobiety trafiającej na odległą, egzotyczną wyspę i wytatuowanej wbrew jej woli nie jest niczym nowym i był wielokrotnie używany w przeszłości przez artystów cyrkowych. Ciment jednak używa go zręcznie i zamiast córki niewykształconego farmera czy awanturniczego marynarza spotykamy w tej powieści młodą żydowską szwaczkę, która marzy o wejściu w środowisko nowojorskiej awangardy artystycznej i zmiany świata na lepsze. Kiedy Wielki Kryzys pogłębia się, Sara wyrusza wraz z mężem, Phillipem, na egzotyczne wyspy w celu zbierania masek dla jednego z europejskich muzeów. Jednak to, co miało być szansą na ucieczkę przed kapitalistycznym koszmarem i przelotną przygodą okazuje się decyzją, która zmieni całe życie Sary. Po dotarciu na wyspę Ta’un’uu Sara i Phillip niechcący powodują tragiczny w skutkach wypadek, a ich twarze są na zawsze zmienione przez tatuaże, które tubylcy wykonują na ich twarzach wbrew ich woli. W ciągu wielu następnych lat Sara sama staje się zręczną tatuatorką, używając swojego talentu nie tylko po, by ozdabiać ciało swoje i mieszkańców wioski, ale również, a może przede wszystkim po to, aby pamiętać o ważnych dla niej ludziach i wydarzeniach i radzić sobie ze stratą najbliższych i świata, który znała. Tatuaże stają się dla Sary procesem, który ją gruntownie zmienia i pozwala jej spojrzeć na siebie i innych z nowej, głębszej perspektywy.
 
Język powieści jest prosty, a niektóre z refleksji autorki bardzo oczywiste (‘tatuaże są obrazkową narracją,’ trwałość jest tym, co daje tatuażowi jego moc,’ ‘tatuaże nie są zapisane na skórze, a raczej w skórze [stając się jej nieodłączną częścią]’), ale mogą one jednak dość mocno oddziaływać na czytelnika, zwłaszcza jeśli czytelnik sam jest wytatuowany i twierdzi, że tatuaze są jego/ jej pasją.
 
Jako że sama należę do tego właśnie grona i jestem przekonana, że modyfikacja ciała jest jednym z moich głównych zainteresowań, nie mogłam oprzeć się pokusie odczytania książki w taki właśnie sposób.
 
Odczytując tę powieść w czysto subiektywny sposób, widzę ją jako opowieść o życiu przesyconym sztuką tak bardzo, że wreszcie ono samo staje się sztuką, ale jest to również opowieść o tatuażu w ogóle, zarówno w jego pierwotnej, ‘prymitywnej’ formie jak też w tej już ‘rozwiniętej’ i – jednocześnie – zwulgaryzowanej postaci obecnej w społeczeństwie cywilizacji zachodniej (kiedy Sara wraca do NYC, po latach spędzonych na wyspie, odwiedza studio tatuażu, ale tak jego atmosfera jak i sam artysta, którego tam spotyka różnią się tak bardzo od tego, co poznała na Ta’un’uu, że czuje się zagubiona. Jej własne tatuaże są częścią czegoś większego i starszego niż ona sama, podczas gdy tatuaże nowojorskiego tatuatora są tylko banalnymi wzorami, pozbawionymi głębszego znaczenia za sprawą ich nieustannego odtwarzania na ludzkich, białych, ciałach).
 
‘Tatuatorka’ jest o życiu pewnej kobiety, ale stawia tez pytania czym tatuaż tak naprawdę jest, jak oddziałuje na ludzi i na to, jak patrzą na siebie i innych, jak kwestionuje nasze (‘zachodnie,’ ‘cywilizowane’) pojęcie bólu i jak potrafi stworzyć nową jakość w połączeniu bólu i piękna.
 
Ciment bardzo trafnie spostrzega wpływ tatuażu na ludzi. Gdy Sara jest na wyspie, powoli staje się częścią społeczności Ta’un’uu i elementem ich Gobelinu (organicznego, ściśle połączonego ze sobą tworu z wytatuowanych ciał ciągle odtwarzających te same motywy i symbole, kultywując w ten sposób tradycje i wartości plemienia); wracając do świata Zachodu Sara staje się jedynie ciekawostką, ‘innym,’ którego wygląd i zachowanie są niezrozumiałe dla ludzi. Opuszczając wyspę Sara usunęła jeden element Gobelinu, siebie samą, ale wiedziała, że ‘jej nieobecność nie zniszczy ogólnego wzoru.’ Po powrocie na Zachód Sara jest tylko przelotną atrakcją; nie wnosi niczego ważnego do życia tych, którzy ją widzą lub o niej czytają. To zestawienie dwóch światów i dwóch sposobów patrzenia na tatuaż pokazuje, w jaki sposób społeczeństwo zachodnie postrzega i wykorzystuje tatuaż – nie po to, aby połączyc ludzi, ale po to, aby ich wyraźnie oddzielić, nie jako symbol przynależności, ale raczej jako ostrzeżenie.
 
‘Tatuatorka’ przedstawia tatuaż z szacunkiem. Nie sądzę, aby Jill Ciment sama była wytatuowana, ale z pewnością jest zdolna dostrzec w nich tak silne antropologiczne tło jak i ludzki, emocjonalny potencjał i zachęca nas , abyśmy sami zastanowili się czym tatuaż tak naprawdę jest.
  « wstecz