Recenzja: Elektryczny Michał Anioł

Jest rok 1921 i Cyril ‘Cy’ Parks właśnie zaczyna swoją życiową przygodę i karierę jako tatuator. Proces nauki zajmuje ponad 10 lat i jest tak intensywny i tradycyjny jak tylko to możliwe. Jego mistrz i nauczyciel jest wiecznie pijany i nieprzyjemny, a jednak jego osobowość fascynuje Cy’a. Od wczesnego dzieciństwa wystawiony na tajemnice ludzkiego ciała, Cy uczy się patrzeć na nie z nowej perspektywy, a jednak dopiero wiele lat później dowie się, że ludzka skóra jest takim samym, i równie ważnym, organem jak każdy inny.

 

Jest rok 1933, kiedy mistrz Cy’a umiera, a on sam czuje, że dopiero teraz jego okres nauki się skończył. Zostawiając za sobą swoje poprzednie życie i ruszając w stronę Ziemi Obiecanej hen za Atlantykiem, Cy nie może jednak pozbyć się wspomnień o dwojgu najważniejszych dla niego ludziach, swojej matce i swoim mistrzu, a oni zawsze są z nim, w nowym świecie i w zakamarkach jego własnego, wewnętrznego świata. Cy nie może porzucić przeszłości, ale przybiera nowe imię, staje się Elektrycznym Michałem Aniołem, i buduje swój świat na nowo, mając za budulec stare demony przeszłości, nowe miejsca i nowych ludzi.

 

Jest wiosna 1940 roku, kiedy Cy spotyka Grace po raz pierwszy i coś się w nim porusza, gotowe, a jednak pełne obaw, czy pozwolić jej stać się częścią jego życia. Grace jest fascynującą i dziwną kobietą, delikatną i szorstką zarazem; częścią świata cyrku na Coney Island, gotową, żeby stać się Panią Wielu Oczu; gotową na metamorfozę dzięki talentowi Cy’a i na zmianę jego samego.

 

* * *

 

Jest tu siedem ważnych postaci i tylko cztery z nich są ludźmi; dwie inne to miejsca, całkowicie różne, a jednak podobne za sprawą ich cyrkowej atmosfery, ludzkich tłumów napływajacych cyklicznie i przeczuciu, że wszystko może się zdarzyć. Świat dzieciństwa Cy’a to nadmorskie Morecambe w Anglii, miejce docelowe chorych i turystów przybywających tu w poszukiwaniu złudnego ratunku i przelotnego wytchnienia; przystań dorosłego Cy’a to amerykańska Coney Island, wielki, tętniący życiem cyrk, który jednak niezdolny jest oprzeć się zmianie czasów i ludzkich oczekiwań

 

 

I wreszcie jest jeszcze jedna ważna „postać”, sztuka tatuażu; jej tajemnice, piękno i jednocześnie brzydota przewijają się przez całą książkę. Tatuaż jest tutaj pokazany nie tylko jako wspaniała sztuka, która zmienia ludzi w to, czym chcą być. Tatuaż jest tutaj pokazany jako trudna sztuka uprawiana na społecznych obrzeżach, wymagająca powagi, wyobraźni i wrażliwości zbudowanej na fundamencie gruboskórności. Praca tatuatora to nie tylko ozdabianie ciał klientów wzorami czaszek, sztyletów czy frywolnych kobiet, ale też, lub może przede wszystkim, obcowanie z ludzką skórą, zapachem ludzkiego strachu i wątpliwości, ludzką krwią i potem. Tatuaż tutaj przekracza codzienność i staje się wspaniały i wulgarny jednocześnie, wystawiony na pokaz, a jednak ukryty w wielu społecznych kontekstach.

 

Ta powieść przypomniała mi biografię Tattoo Theo i jego spotkanie z jego własnym mentorem i mistrzem, Christianem Warlichem. Jest tu to samo echo ‘starych czasów’ i wrażenie autentyczności, przywołujące dawno przebrzmiałą przeszłość rzemiosła, które wciąż próbuje stać się sztuką.

 

Bardzo dobra powieść o starych czasach, tatuażach, stracie i zysku, miłości i nienawiści i wielu innych kwestiach.

 

Sarah Hall, The Electric Michelangelo, Faber and Faber 2004;

  « wstecz