Wracamy z obiecaną odpowiedzią na temat dostępnych na rynku preparatów znieczulających!
Środki redukujące ból stosowane na skórę mogą mieć postać spray’u, maści, mydła lub pianki. Bardziej zasadne kryterium ich podziału dotyczy jednak momentu aplikacji. Powszechnie znana i stosowana jest maść (lub plaster) Emla, nakładana jeszcze przed naruszeniem ciągłości skóry, przynajmniej na godzinę przed zabiegiem. Pozostałe preparaty: Bactine Spray, Blue Gel i Vasocaine, stosowane są na otwartą tkankę i zaczynają działać już po kilku minutach. Składnikiem aktywnym wszyskich jest lidokaina, wzbogacona tetrakainą lub benzokainą, sprawia, że oprócz działania znieczulającego, środki te jednocześnie zmniejszają opuchliznę i obniżają ryzyko powstania siniaków, dezynfekują tatuowane miejsce oraz powstrzymują krwawienie. Niektóre z nich dodatkowo zawierają substancje chłodzące.
Brzmi wspaniale?! no to pora na minusy. Przede wszystkim może wystąpić miejscowe zaczerwienienie i rozmiękczenie skóry, co utrudnia pracę tatuażyście. Musimy liczyć się także ze swędzeniem i pieczeniem w trakcie aplikacji (dotyczy to preparatów podawanych w trakcie zabiegu), a potrafi to być naprawdę nieprzyjemne. Nadmierne ich stosowanie bardzo często utrudnia i wydłuża proces gojenia. No i najważniejsze - czas działania tych środków to około 2 godzin, podczas których ból jest faktycznie dużo mniejszy lub ustaje, co pozwala podkręcić tempo pracy. Niestety potem wraca, a jeśli przedobrzymy z intensywnością tatuowania w trakcie znieczulenia, to może być później nieznośny...
Dobra rada na koniec? Taka forma uśmierzenia bólu może być satysfakcjonująca w przypadku małych tatuaży, kiedy jesteśmy w stanie wykonać całość pracy w czasie działania specyfiku. Ma też zastosowanie na koniec dłuższej sesji, kiedy skóra jest mocno podrażniona, mamy przed sobą jeszcze sporo cieniowania, ale wiemy, że jak efekt znieczulenia minie, damy jej porządnie odpocząć.