Temat żywotności tatuażu wypływa za każdym razem, kiedy rozważacie jego zrobienie.

Wielokrotnie podkreślamy, że tatuaż jest zjawiskiem trwałym, które będzie Wam towarzyszyć do końca życia. Jako usługodawca, kładziemy nacisk na świadomą

i dobrze przemyślaną decyzję, ale trwałość tatuażu jest przecież równie ważna z perspektywy klienta, który inwestuje w jego wykonanie. Są jednak i tacy, którzy myślą szerzej - co stanie się z Waszym tatuażem po śmierci?!

Kiedy oddajesz ciało w ręce artysty, Twoja skóra staje się płótnem noszącym jego dzieło. Dlaczego miałoby ono zostać zapomniane wraz z Waszym odejściem? W 2016 roku w Ohio rozpoczęła swoją działalność pierwsza na świecie i jedyna firma specjalizująca się w pośmiertnym utrwalaniu tatuaży!  Pomysły ich zachowania pojawiały się oczywiście już wcześniej - znane są prace japońskiego patologa Doktora Fukushi Masaichi. Sęk w tym, że dotąd nie było przedsiębiorstwa prowadzącego taką działalność komercyjnie, a Save My Ink Forever wprowadziło ją na rynek zachodni. Panowie Sherwood, Ojciec i Syn, zachowują obecnie około 100-120 tatuaży rocznie i ich popularność rośnie. Myślę, że barierą w popularyzacji zabiegu jest raczej jego cena niż realny popyt. Za konserwację tatuażu o rozmiarach 5 x 5 cali i mniejszych trzeba zapłacić minimum 1599$. Wprawdzie cena obejmuje wszystko: od wycięcia skóry, przez wysyłkę i konserwację, aż po oprawę archiwizującą dzieło, ale nadal pozostaje wysoka. Mimo to, dostają zlecenia konserwacji coraz większych tatuaży. Największym jak dotąd jest bodysuit Chrisa Wenzela, zachowany w około 80% tylko dlatego, że żona nie zgodziła się na uwiecznienie tatuaży nieukończonych.
Działalność Save My Ink Forever pozostaje dla wielu niezrozumiana, tym bardziej przestrzegają oni raz ustalonych zasad i nie dają się sprowokować dziwnym zachciankom jak abażur z wytatuowanej skóry. Nie konserwują też tatuaży znajdujących się na twarzy czy genitaliach denatów - nie chodzi bowiem o wzniecanie sensacji i karmienie hejterów. Pobrane fragmenty skóry traktowane są z należytym szacunkiem i oprawiane w formę pamiątki. Nie zawsze przecież konserwują dzieła sztuki. Zdarza się, że wartość sentymentalna tatuażu, wykonanego na przykład przez ojca dla córek, jest dla dzieci na tyle silna, że decydują się go zachować. Co ciekawe, nie jest konieczna zgoda zmarłego. Zleceniodawcą może być ktoś z bliskich, kto zajmuje się pochówkiem lub - w jego imieniu - zakład pogrzebowy. Z drugiej strony, nie wyklucza to bezpośrednich umów z ludźmi wytatuowanymi, którzy wyrażą wolę zakonserwowania swoich tatuaży jeszcze za życia. W drodze takiej współpracy z 97-letnim mężczyzną, udało się zachować oryginalny tatuaż Sailor Jerry’ego!

Save My Ink Forever stawiają sobie za cel uwiecznienie dziedzictwa tatuatorów, którzy często nie otrzymują zasłużonego uznania we współczesnych im czasach, a tworzą sztukę na poziomie Picassa czy Michała Anioła w ich własnej kategorii. Dotąd ich prace umierały wraz z klientem. Teraz pojawiła się nadzieja, że któregoś dnia, zamiast oglądać zdjęcia tatuaży znanych artystów, pójdziemy obejrzeć ich prawdziwe dzieła do muzeum.